O ironio!
Pierwszy tydzień urlopu był byle jaki i jadłam co popadnie. A też ciągle narzeczony chodź na kebaba, na chińczyka itp., a ja się nie opierałam. Za to cały drugi tydzień chorowałam, dosłownie od poniedziałku do niedzieli ledwo się ruszałam. I też albo jadłam, albo nie jadłam nic oprócz zupy. Także najgorszy urlop w mojej całej 11 letniej karierze. Powrót do pracy okazał się zbawieniem. I to właśnie ta ironia. Bo akurat poczułam się lepiej, jeszcze tylko kaszel mnie trzyma, a dodatkowo rutyna itp. pomogło mi wrócić do diety i ogarnąć niektóre obowiązki, może mniej jestem w stanie w dzień zrobić, ale zawsze coś. Teraz pokażę co jadłam jak do tej pory. Jutro idę na planszówki do koleżanki, mam nadzieję, że nie ulegne pokusie. Poniedziałek i wtorek: Poranna woda Woda z chia, pyłkiem pszczelim i cytryną: -15 g nasiona chia -10 g pyłek pszczeli -25 g świeży sok z cytryny -woda Śniadanie Nocna owsianka że skyrem, bananem i figą: -150 g skyr naturalny -30 g płatki owsiane -45 g banan...