Długo się nie odzywałam
W sumie nic nie idzie zgodnie z moim planem, ale próbuję dać sobie czas. Dopiero początek roku, ale goni mnie powoli czas. Mam ślub przyjaciółki w lipcu i chciałbym jakoś wyglądać i nie ważyć 100kg.
Są się to jeszcze zrobić, ale nie będzie to łatwe.
Odpuściłam sobie tak naprawdę wszystko. Nie wiem czy ze mną jest coś aż tak bardzo nie w porządku? Praktycznie każdą wolną chwilę w domu spędzam albo na płaczu albo na śnie. Czasem nawet siedząc w pracy idę do łazienki bo czuję, że zaraz pęknę i się rozpłaczę. I co śmieszniejsze nie dzieje się to przez coś konkretnego w danej chwili, tylko tak po prostu.
Chcę brać z życia garściami, a nie mam na to siły. Czuję, że mój tryb przetrwania się wykańcza. Na szczęście mój facet zaczyna pracę od 10 marca, więc może mnie odciąży to finansowo i psychicznie i przy okazji od niego odpocznę, bo będzie pracować na 3 zmiany. Przestanie też całe dnie siedzieć na kompie i grać, albo gadać ze znajomymi. Liczę, że wszystko wróci to normy, przynajmniej jakiejś lekkiej stabilizacji. Ogólnie na zwolnieniu lekarskim nie byłam od 4 lat bodajże. Na urlopach rzadko odpoczywam, bo nie umiem, więc to może i moja wina. Ale ostatnio musiałam się poświęcić, żeby wszystko spiąć i teraz marzę o chociaż 2 dniowym odpoczynku w jakiejś samotni bez internetu, bez telefonu, bez innych ludzi.
Palenia nie udało się rzucić. Dlatego znowu zaczynam. Dzisiaj pierwszy dzień bez papierosa. I jest ciężko, bo czasami nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie chcę też tego zajadać, bo nie mogę wymieniać złego na gorsze, albo gorszego na nadal złe. I tak jestem z siebie dumna, że próbuję mimo, że jestem wykończona. Co do jedzenia. To zależy mi, żeby jeść zdrowo w miarę czysto i nie za dużo. Dzisiaj wyglądało to tak:
- śniadanie: serek kanapkowy z bakłażanem, do tego malutki kawałek bagietki i sporo warzyw (ogórek, papryka, rzodkiewka)
- przekąska: duże jabłko
- obiad: zupa buraczkowa zabielana, sałatka grecka z jogurtem zamiast vinegretu i dorzuciłam do tego gotowane jajko
- kolacja: talerz potrawki z soczewicy z marchewką, papryką, cebulą i ziemniakami (to dobre danie do sprzątania lodówki, żeby wykorzystać to co się zaraz popsuje i jest jednogarnkowe).
Ponarzekałam trochę. A teraz spróbuję dać sobie odrobinę dobrego regeneracyjnego snu.
Trzymajcie się!
Ja z tym płaczem to niestety mam bardzo podobnie, nawet w pracy. To potrafi psychicznie człowieka wykończyć.
OdpowiedzUsuń