Cześć wszystkim!

Czuję, że już nikt mnie się tutaj nie spodziewał. A tu bam i znowu jestem, ale może w końcu przestanę zataczać błędne koło jak do tej pory. Już dawno chciałam się odezwać, ale to był dosyć ciężki i wyczerpujący czas w moim życiu. Nie wszystko było złe, ale przeważało. Ciągle się czuję jakbym musiała gasić jakieś pożary, a w ten sposób ciężko jest żyć i funkcjonować. 

Już od jakiegoś czasu mówiła, że w końcu chcę postawić na siebie i o siebie zadbać, niestety ale dojrzałam do tego dopiero teraz. I ta decyzja nie zawsze bywa przyjemna, ale jakieś skutki mam nadzieję, że to będzie przynosić. 

Co się u mnie działo?

No to minęło parę ładnych miesięcy, a ja zaczęłam łapać motywacje wraz z końcem sierpnia i początkiem września i wchodzić w mój jesieniarski mood. I bardzo mi z tym dobrze. Jesień to moja ulubiona pora roku, kocham mgły, deszcze i nawet tą pluchę, na którą wszyscy narzekają. Idealnie to by było jakby w końcu zostawili czas letni na stałe, bo ta jedna godzina po południu jaśniej sprawiłaby, że jesień byłaby doskonała. Mam parę planów związanych z jesienią i przeżywaniem tego sezonu pełną parą. Myślę, że w trakcie wdrażania planu będę się z wami tym dzielić. Ale to jest teraz, czas wrócić do tego co było.

W czerwcu zyskałam chrześniaka, ale szczerze dużo z tego okresu nie pamiętam, nie wiem jak, ale mój mózg bardzo dużo wspomnień po prostu wymazuje, albo już po prostu coś we mnie się psuje. Z tego co się dowiedziałam nie jest to dobra oznaka. 

W lipcu miałam ślub i wesele przyjaciółki. Byłam świadkową, a cała impreza się udała i było w sumie super mimo małych wpadek. Teraz już zdecydowanie można się z nich śmiać, mimo, że wcześniej przysporzyły sporo nerwów. Na przykład jak już praktycznie dojechaliśmy na miejsce (100km, po pracy więc było już dosyć późno) okazało się, że mój narzeczony nie wziął z domu garnituru. Wracaliśmy do siebie i znowu tam jechaliśmy. Byłam naprawdę zła i zmęczona, a teraz przynajmniej jest co opowiadać. W trakcie wesela wracałam po klucze do samochodu państwa młodych, bo samochód wcześniej zostawili pod salą, ale kluczy z domu nie wzięli. Mimo, że nie piłam, bo byłam kierowcą, to bawiłam się naprawdę dobrze. W drodze powrotnej do domu stwierdziliśmy, że teraz nasza kolej na ślub. Także zaraz zaczynam organizację.  

Na początku sierpnia byłam na festiwalu słowiańskim na Warmii. Super sprawa. Strzelałam z łuku, rzucałam włócznią i toporem, lepiłam z gliny, robiłam świeczki, byłam na koncertach, medytacjach i opowieściach przy ognisku, w nocy wygrzewałam się w bali, a ranem pływałam w jeziorze. Niestety w nocy dzień przed końcem się zdenerwowałam i naprawę mocno pokłóciłam z moim narzeczonym. Wyszło to z braku kontaktu i mojego zamartwiania się. Opieprzyłam też dwie postronne osoby. Później po prostu zeszło ze mnie paromiesięczne trzymanie w sobie wszystkich emocji i wybuchłam płaczem, kolejny dzień też płakałam i atmosfera była gęsta. Na chwilę było lepiej, później znowu gorzej. Podróż minęła mi również na płaczu, po prostu już nie dałam rady, pękłam po całości. Przeprosiłam później wszystkich za moje zachowanie, ale nikt nie miał do mnie o to pretensji za wyjątkiem mojego chłopa. I raz mówił, ze okej, a później mi wypominał i opieprzał. Do tej pory w złości mi to wyciąga, ale ja nie mam zamiaru za to pokutować do końca życia. Pod koniec sierpnia, za to M. miał gorszy okres, więc też nie było wesoło. I szczerze cieszę się, że sierpień się skończył. To był chyba najgorszy miesiąc tego roku.

Teraz mamy wrzesień, za tydzień zaczynam urlop i biorę nowego kociaka. Będę miała już 3 koty. I właśnie to jest miesiąc kiedy dojrzałam do walki o samą siebie. Parę spraw sobie wyjaśniliśmy z M. i mam nadzieję, że to dalej będzie postępować. Mimo że niektóre słowa bolą obie strony, ale trzeba to powiedzieć w końcu na głos, zwłaszcza, że zamierzmy być ze sobą do końca życia. Bierzemy się za kwestie finansowe i organizowanie wesela. 

A teraz śmieszna anegdotka. Do tego, żeby działać zmotywował mnie horoskop na wrzesień przeczytany w pracy, żeby na chwilę odpocząć od pracy. 

I prawie zapomniałam o najważniejszym. Mam nadzieję, że będę częściej pisać, bo ślub jest też moją motywacją do schudnięcia. Chcę tu prowadzić właśnie taki pamiętnik i mam nadzieję, że tym razem mi się uda. Na szczęście mimo lepszych i gorszych okresów nie przytyłam, ale dalej ważę między 98, a 99kg.

Do następnego. :)

Komentarze

  1. Hej, fajnie, ze znowu jestes i to zmotywowana!

    Przykro mi, że miałaś ciężki czas. U mnie też tak jest, chyba najgorszy rok mojego życia. Mam nadzieję, ze jakoś się wszystko potoczy. Do poczytania wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie życzę powodzenia w organizacji ślubu, jestem pewna, że to będzie piękny dzień :)
    Jeśli natomiast chodzi o tę "mgłę mózgową" to doskonale Cię rozumiem, bo mam podobnie. Nie pamiętam większości swojego dzieciństwa. Kiedyś na terapii usłyszałam, że to reakcja obronna organizmu, który próbuje Cię chronić przed krzywdzącymi wspomnieniami.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty